
Minął już jakiś czas od momentu w którym pojawiłem się tu ostatni raz..A wiele się zmieniło...włosy straciło, prac mnóstwo, miejsc zwiedziło. Serce pękało nie jednokrotnie a później cudem ktoś podnosił szczątki i sklejał odrobiną ciepła.
Byłem w wojsku...zarot już nie ten sam - bo bardziej męski..usta , policzki; twarz..pomarszczona od uzywek i pogłębiającego się smutku który wynika z jasności ogarniającej mój umysł. Blask tłumiony przez niby świętych , bogów i różne zjawiska, objawia się każdej nocy i dnia...widzę okrucieństwa kły pijące ludzką, niewinną krew.
Jestem drzewem. Samotnym podróżnikiem buszującym korzeniami po nieznanym gruncie...dotykam coś co wyklęte, a zarazem towarzyszę nadejściu nowych istnień...bardziej słabszych i płochych ode mnie...
nadal żyję w świecie baśni ... nie przerwanie wiatr zagląda pod
stwardniałą skorupę maski chroniącej od mrozu nienawiści...
Dotykam czubkami gałęzi nieba by napoić przesuszone od słońca liście ...
a ptaki...te najmniej widoczne dla ludzkiego oka, trzepotem małych lśniących i kolorowych skrzydełek dostarczają odrobinę pięknej muzyki...to natury jazz...