niedziela, lutego 28, 2010

village coffee


Jesteśmy na wsi, poranek nas olśnił
cudownie wiatr włosami powiewa
wiem że nic tak nie cieszy mnie
jak ten widok co przed sobą mam

ona w porannej zorzy słońca
i rudy kot na ganku
wiec po cichutku wykradam się
z pokoju w którym słodko śpi
i zmierzam do kuchni

a tam...w malutkiej spiżarence
przyglądam się jak mysz zjada ziarno pszenicy
z worka z małą dziurką u dołu

postanowiłem zrobić jej niespodziankę, może by tak
śniadanie? wpierw jednak do piekarni....
gdy już wszystko przygotowane i brązowej kawy filiżanka
stoi i czeka na pocałunki ja wybiegam jeszcze w bardzo ważnej
sprawie na łąkę, najlepiej boso żeby nogi się obudziły,
o tak ..kwiatów tej wiosny dużo lecz zbieram te najrzadsze
bo cóż to za śniadanie ? magiczne i wszystko musi choć w połowie
dorównywać jej pięknu...

....


wieczór już zupełnie inny...
przed kominkiem...
ona głowę na kolanach moich złożyła wygodnie

opowiadam bajki które się nam wydarzyły...

niedziela, lutego 07, 2010

elegie serca


siódmy dzień dziesiątego miesiąca


Deszcz zaczarowany białą łzą spada do poduszki-sen...czy

jeszcze potrafię spać..? któż to wiedziec ma jesli sam pośród

trzech ścian z otwartymi oczyma skulony leżę...


czy to już obsesja jeśli tęsknota mnie zżera a przecież

chwilę temu ucałowałem Twoje słodkie usta i odprowadziłem

do domu który ..

ach

wierzysz w nasz własnym ,magiczny kąt, prawda[?]






Pierwszy raz siedzę tak przy Tobie nago, pisząc jak nam dobrze razem, jak

rozpieszczasz mnie swym uwodzicielskim kolorem oczu , wprawiasz w drżenia

struny serca męższczyzny falują lekko wśród malinowego ogrodu Eden, czuję.

To takie proste a zajęło mi tyle czasu,

wystarczyło pokochać, lecz najpierw zamknąć oczy i wyobrazić sobie szczęście

czym jest szczęscie...?

może kim? to ona..muzyka dla moich dłoni, balsam dla zmęczonych źrenic gdy

spoglądać muszę w szare ulice prowadzące zawsze do opustoszałych pokoi

ludzkich myśli....czyż mniej niebezpiecznie zapuścić korzenie w jej nader kruchym

i skromnym majestacie, tak..to też uczyniłem i z racji że czas mnie dzis nagli

dokończę kiedy indziej...




10 miesięcy wspólnych za i przeciw

300 zwilżonych ciał od szeptolotów dłoni

1000 dni i 300 nocy myśląc tylko o niej

10 000 westchnień i wzruszeń, łez pięknych

1000 000 prawdziwej miłości i pocałunków