niedziela, lutego 07, 2010

elegie serca


siódmy dzień dziesiątego miesiąca


Deszcz zaczarowany białą łzą spada do poduszki-sen...czy

jeszcze potrafię spać..? któż to wiedziec ma jesli sam pośród

trzech ścian z otwartymi oczyma skulony leżę...


czy to już obsesja jeśli tęsknota mnie zżera a przecież

chwilę temu ucałowałem Twoje słodkie usta i odprowadziłem

do domu który ..

ach

wierzysz w nasz własnym ,magiczny kąt, prawda[?]






Pierwszy raz siedzę tak przy Tobie nago, pisząc jak nam dobrze razem, jak

rozpieszczasz mnie swym uwodzicielskim kolorem oczu , wprawiasz w drżenia

struny serca męższczyzny falują lekko wśród malinowego ogrodu Eden, czuję.

To takie proste a zajęło mi tyle czasu,

wystarczyło pokochać, lecz najpierw zamknąć oczy i wyobrazić sobie szczęście

czym jest szczęscie...?

może kim? to ona..muzyka dla moich dłoni, balsam dla zmęczonych źrenic gdy

spoglądać muszę w szare ulice prowadzące zawsze do opustoszałych pokoi

ludzkich myśli....czyż mniej niebezpiecznie zapuścić korzenie w jej nader kruchym

i skromnym majestacie, tak..to też uczyniłem i z racji że czas mnie dzis nagli

dokończę kiedy indziej...




10 miesięcy wspólnych za i przeciw

300 zwilżonych ciał od szeptolotów dłoni

1000 dni i 300 nocy myśląc tylko o niej

10 000 westchnień i wzruszeń, łez pięknych

1000 000 prawdziwej miłości i pocałunków

Brak komentarzy: