
siódmy dzień dziesiątego miesiąca
Deszcz zaczarowany białą łzą spada do poduszki-sen...czy
jeszcze potrafię spać..? któż to wiedziec ma jesli sam pośród
trzech ścian z otwartymi oczyma skulony leżę...
czy to już obsesja jeśli tęsknota mnie zżera a przecież
chwilę temu ucałowałem Twoje słodkie usta i odprowadziłem
do domu który ..
ach
wierzysz w nasz własnym ,magiczny kąt, prawda[?]
Pierwszy raz siedzę tak przy Tobie nago, pisząc jak nam dobrze razem, jak
rozpieszczasz mnie swym uwodzicielskim kolorem oczu , wprawiasz w drżenia
struny serca męższczyzny falują lekko wśród malinowego ogrodu Eden, czuję.
To takie proste a zajęło mi tyle czasu,
wystarczyło pokochać, lecz najpierw zamknąć oczy i wyobrazić sobie szczęście
czym jest szczęscie...?
może kim? to ona..muzyka dla moich dłoni, balsam dla zmęczonych źrenic gdy
spoglądać muszę w szare ulice prowadzące zawsze do opustoszałych pokoi
ludzkich myśli....czyż mniej niebezpiecznie zapuścić korzenie w jej nader kruchym
i skromnym majestacie, tak..to też uczyniłem i z racji że czas mnie dzis nagli
dokończę kiedy indziej...
10 miesięcy wspólnych za i przeciw
300 zwilżonych ciał od szeptolotów dłoni
1000 dni i 300 nocy myśląc tylko o niej
10 000 westchnień i wzruszeń, łez pięknych
1000 000 prawdziwej miłości i pocałunków
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz