niedziela, lutego 28, 2010

village coffee


Jesteśmy na wsi, poranek nas olśnił
cudownie wiatr włosami powiewa
wiem że nic tak nie cieszy mnie
jak ten widok co przed sobą mam

ona w porannej zorzy słońca
i rudy kot na ganku
wiec po cichutku wykradam się
z pokoju w którym słodko śpi
i zmierzam do kuchni

a tam...w malutkiej spiżarence
przyglądam się jak mysz zjada ziarno pszenicy
z worka z małą dziurką u dołu

postanowiłem zrobić jej niespodziankę, może by tak
śniadanie? wpierw jednak do piekarni....
gdy już wszystko przygotowane i brązowej kawy filiżanka
stoi i czeka na pocałunki ja wybiegam jeszcze w bardzo ważnej
sprawie na łąkę, najlepiej boso żeby nogi się obudziły,
o tak ..kwiatów tej wiosny dużo lecz zbieram te najrzadsze
bo cóż to za śniadanie ? magiczne i wszystko musi choć w połowie
dorównywać jej pięknu...

....


wieczór już zupełnie inny...
przed kominkiem...
ona głowę na kolanach moich złożyła wygodnie

opowiadam bajki które się nam wydarzyły...

Brak komentarzy: